|
sobota, 12 maja 2012
Dzisiaj na macie Janek zaliczył pierwszy przewród z brzuszka na plecy, ja wiem, że to przez przypadek pewnie ale i tak jestem z niego dumna ;)
czwartek, 10 maja 2012
wtorek, 08 maja 2012
O rety rety nasz Dzieć skonczył już dwa miesiące. Słodki Bąbel z niego. Do schrupania. Zaliczył pierwszą poważną sesję zdjęciową z Ciocią A. I pierwszą poważną wycieczkę - pierwsze dwa dni maja spędziliśmy na Mazurach. Janek podróż zniósł bezproblemowo - drogę "do" odbyliśmy tak jak sobie zaplanowaliśmy, z przystankiem w wypatrzonym miejscu, a drogę powrotną odbyliśmy pod dyktando Dziecia, zatrzymywaliśmy się jak zgłaszał potrzebę ;) obie opcje zjadliwe. Pobyt też okazał się całkiem fajny z takim Maluszkiem, tak więc nabraliśmy odwagi i jeździć można. Z frontu karmieniowego - pokarm mi zanika. No niby było to do przewidzenia ale i tak jakoś mi tak nieswojo. Z jednej strony to całe odciąganie mnie dobijało a teraz jak nic z tego, to też źle... Przy kolejnym będę mądrzejsza o to doświadczenie ;) I tak muszę sobie to wszystko w głowie poukładać, najważniejsze, że Bąbel syty i radosny a straty przez to wszystko i tak nie odczuwa. To bardziej ja odczuwam to jako stratę. Przy okazji poczytałam troszkę o kwestii karmienie piersią a karmienie butelkowe - bardzo ciekawe, bardzo...
czwartek, 19 kwietnia 2012
Dzisiaj przed południem pierwsze szczepienie za nami. Nie jestem zwolennikiem szczepień, ale w tym kraju ciężko pod prąd iść. Rozłożyłam sobie jednak te szczepienia w czasie. Janek zuch chłopak, wszystkich zaczarował, do swojej pediatry się śmiał i tylko sobie krzyknął przy wbijaniu igły. Poza tym spokój i pełna kulturka :)
wtorek, 17 kwietnia 2012
poniedziałek, 16 kwietnia 2012
Wczoraj przyjechał do nas nasz Magik od Igiełek, który Fosa postawił na nogi i zafundował Jankowi akupresurę i Dziecko nam wróciło do stanu używalności. Będziemy zażywać masaży przez tydzień.
niedziela, 15 kwietnia 2012
Nasz Mały Chłopiec ma już półtora miesiąca. Nabiera fałdek i ćwiczy się w uśmiechach. Ale ponad to idziemy cały czas jeszcze na żywioł. Janek trzyma ładnie główkę - ale to robił już w pierwszych tygodniach po urodzeniu - taki siłacz z niego. Uśmiecha się do pszczoły z karuzeli nad przewijakiem i woła do niej "A-guuu"... Znaczy, że Gucia woła. Uwielbia się kąpać i jeździć na spacery. Oddałabym wszystko za to moje Małe Wielkie Szczęście. Wczoraj go ochrzciliśmy. Uroczystość udała się znakomicie. Janek przyjął Sakrament śpiąc - na lanie wodą nawet nie mrugnął. Mi doskwierał tylko brak mojego Brudera, który wyjechał za pracą, przez to musieliśmy innego Chrzestnego wymyśleć. Tak to w życiu bywa. Z karmienia piersią niestety nic nie wyszło. Albo Janek charakterny albo ma mało wytrwałą Matkę. Ale w imię czego mamy się oboje przy tej piersi maltretować? Wszystko odciągałam i podawałam, ale w pewnym momencie szlag mnie trafił, bo to podwójna robota, latać z tym laktatorem, co dwie godziny, myśleć i kombonować, że jeszcze trzeba z odciąganiem zdążyć. Teraz odciągam jakieś 4 - 5 razy na dobę a resztę Młody dostaje mleka modyfikowanego. Trochę odsapnęłam ale za to mam kaca moralnego - człowiek sobie zawsze problemy wymyśli ;) Dni mijają nam w miarę regularnie. Jedzenie zabawianie spanie. Spacer. Tylko ostatnio w weekendy nam Mały marudzi i zawsze ma jakieś problemy. Tak było i w Święta Wielkanocne i teraz, że coś mu doskwierało. My nie zawsze jesteśmy w stanie rozszyfrować - co? I to takie deprymujące jest... Że Maleństwo ryczy w niebogłosy a rodzic nie ma pojęcia o co może chodzić. Ale jak to mawia mój Ojciec - tego się nie pamięta...
sobota, 31 marca 2012
Ja nie wiem, czy to ja taka nieporadna jestem - w ciągu dnia starcza mi czasu tylko na Janka. Tym bardziej, że Jan śpiochem nie jest... Ja nie wiem, czy to się kiedyś wyreguluje? Pierwszy miesiąc za nami. Jestem dumnym, niewyspanym Rodzicem ;)
wtorek, 20 marca 2012
czwartek, 15 marca 2012
Pierwsza noc po cięciu była straszna, i ze względu na ból i ze względu na brak Janka przy mnie. Dziwnie bardzo skoczyło mi ciśnienie (u mnie - niskociśnieniowca, a czułam się całkiem normalnie) i zaczęło się błędne koło - zaczęli mnie faszerować pigułami na zbicie tego ciśnienia, po których nie mogłam karmić Małego piersią, co wytrącało mnie z równowagi i wpływało zapewne na wysokość ciśnienia. Po pierwszym wstanięciu poprosiłam o przywiezienie Janka i już przy nim czuwałam. Ale karmić nie mogłam. Rzut adrenaliny po porodzie jest niesamowity, bo nie spodziewałam się, że w tak krótkim czasie będę w stanie samodzielnie zajmować się Maluchem. Nasz chłopiec to okaz zdrowia, więc podczas porannego sobotniego obchodu lekarskiego udało mi się wykpić i uzyskać pozwolenie na powrót do domu. Uwinęliśmy się z tym z Fosem w godzinkę i od soboty jesteśmy już w trójkę w domu. Musiałam oczywiście się odmeldować po receptę na piguły zbijające ciśnienie - ale po powrocie do domu ciśnienie zaczęło spadać aż po paru dniach się unormowało, więc recepta wylądowała w koszu. Od niedzieli zaczęliśmy z Jankiem przygodę z karmieniem piersią. Nie jest łatwo (mały sutek, brodawka...). Bezpośrednie karmiene piersią ćwiczymy od czasu do czasu (ale na wiele nie mam serca, bo się Maluszek denerwuje), lepiej idzie nam z kapturkiem, ale też nie gładko i przyjemnie. Mam dużo pokarmu, wszystko ściągam i podajemy z Fosem butelką. Cały czas mam jednak nadzieję, że załapiemy karmienie piersią (ćwiczyć, ćwiczyć...)... |
Zakładki:
A tam też ja:
Dobre miejsca
Inne miejsca
Inspiracje
Smacznie
Trochę dalej
Zakupy
| |||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||